Join for FREE | Take the Tour Lost Password?
[x]

deviantART

 
About Me Member Deviant of Many Talents Danny180718/Male/Poland Recent Activity Deviant for 1 Year
Needs Premium Membership
Statistics 29 Deviations
68 Comments
4,136 Pageviews

deviantID

Swiatlo Zycia

Fri Jul 17, 2009, 1:59 PM
  • Mood: I Have To Pee
  • Listening to: Mikromusic - Nie bede ciebie kochac
  • Reading: 'Gra Aniola' by Carlos Ruiz Zafron
  • Playing: Mahjong Titans
  • Drinking: Coca-Cola
Starzec siedział ze skrzyżowanymi nogami na osnutej nieprzeniknioną mgłą ziemi i kiwał się lekko, na zmianę, do przodu i do tyłu. Chłopiec stał jeszcze przez chwilę wpatrując się w ciemną dal, szukając, mimo tego, co powiedział mu starzec, jakichkolwiek zarysów na horyzoncie, czegokolwiek, co świadczyło by o tym, że jednak nie są tutaj sami. Jego wzrok błądził ślepo od jednego końca do drugiego w cichej nadziei, która wciąż tliła się głęboko w jego sercu. Po kilku jednak minutach oderwał wzrok od ciemnego horyzontu i usiadł zrezygnowany naprzeciwko starca, który zdawał się w ogóle nie dostrzegać jego obecności, a na pewno nie robiło mu żadnej różnicy, czy chłopak siedzi czy stoi. Zerkał na niego raz za razem szukając jakiegoś kontaktu wzrokowego ze swoim nietuzinkowym towarzyszem, jednak jedyne, co odnajdywał, to jego pusty, chyboczący się wzrok, który lekko muskał mu ramię. Po krótkiej walce z samym sobą, w której zwyciężyła myśl, że pora przerwać to irytujące milczenie, chłopiec już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale starzec niespodziewanie go wyprzedził.
- Na co się patrzysz?
Chłopiec spojrzał na niego zaskoczony.
- Wlepiasz we mnie gały jak szpak w telewizor – żachnął się. – Jestem starym próchnem, mam prawo mieć swoje dziwactwa!
- Ja… myślałem, że pan… - chłopiec zarumienił się. – Myślałem, że pan…
- Że co pan? – zapytał wyzywająco. – Wy młodzi myślicie, że jak już się jest starym, to można sobie z niego jajca robić, hę?
- Ja… nie. Nie miałem takiego zamiaru! – zapewnił przepraszającym tonem. Bał się, że starca obraził i w konsekwencji jego towarzysz zostawi go na pastwę samotności. – Po prostu myślałem, że nie zwraca pan na mnie uwagi.
- Starałem się, ot co. Ba, nawet nieźle mi to wychodziło, ale musiałeś wszystko zepsuć! – teraz w jego głośnie, wśród fali oburzenia, było również słychać nutkę rozbawienia. – Czy tak trudno uszanować dziwactwa starego człowieka?! Czy nie można, chociaż przez chwilę, w spokoju nie zwracać na kogoś uwagi?!
- Ależ można – wybełkotał chłopiec z zakłopotaniem i wbił wzrok w ziemię, której przecież nie mógł dostrzec. – Przepraszam – bąknął po chwili.
- Przepraszasz, w rzeczy samej. Przeprosiny przyjęte – starzec uśmiechnął się promieniście. – I nie dąsaj się już! – krzyknął tak, że chłopiec walnął nosem w swoje kolano, o które się opierał. – Mimo tego, że nie umiesz uszanować czyjejś arogancji, co przy okazji samemu czyni cię arogantem – zaznaczył ze złośliwym błyskiem w oku - to polubiłem cię, młodzieńcze.
Chłopiec odwzajemnił uśmiech, mimo łez, które napłynęły mu mimowolnie do oczu, wciąż rozcierając bolący nos.
- Ja również pana polubiłem.
- Ho-ho! To ci dopiero! – wykrzyknął starzec jeszcze głośniej, na szczęście tym razem chłopiec był przygotowany na taką ewentualność i nie drgnął nawet o cal, a mając na uwadze swój wciąż bolący nos, podziękował w duchu, że tak szybko się uczy. – Więc oboje się lubimy! – uśmiech starca stał się jeszcze bardziej promienisty, o ile to w ogóle było możliwe. - Cudowna to historia, cudowna – i dodał bardziej do siebie niż do chłopca – coraz mniej jest tego na tym świecie, coraz mniej.
Chłopiec udał, że tego nie słyszał. Chciał jak najszybciej zadać starcowi pytanie, które nurtowało go od momentu, gdy przed nim usiadł.
- Proszę pana – zaczął niepewnie. – Myślałem o tym, co mi pan powiedział. Wcześniej.
Starzec spojrzał mu w oczy, a przynajmniej tak się chłopcu wydawało, bo wciąż jego postać była lekko rozmyta, dałby sobie nawet uciąć kilka palców u ręki, że była osnuta tą samą mgłą, co otaczająca ich ziemia.
- Rozmawialiśmy o wielu sprawach – głos starca się zmienił, nie było już śladu po wcześniejszych wybuchach. Teraz słychać było w nim dostojność i ciężar wielu lat, które niewątpliwie miał za sobą.
- Powiedział mi pan, że jest pan jak dno duszy, albo raczej to dno duszy jest do pana podobne, że jest pan jak… - zawahał się, próbując przypomnieć sobie dokładnie słowa starca – jak wszędzie i nigdzie, jeśli mówimy o czasie. – starzec nie spuszczał z niego wzroku, najwyraźniej ciekawy dokąd ta rozmowa prowadzi. To spojrzenie dodało chłopcu odwagi. – Myślę, że mnie pan okłamał – on również spojrzał starcowi w oczy, a przynajmniej w miejsce, gdzie wydawało mu się, że powinny być.
Chwile siedzieli tak, patrząc na siebie w półmroku, osnuci tajemniczą mgłą, aż w końcu, gdy chłopiec nie doczekał się żadnej odpowiedzi na swój zarzut, postanowił kontynuować:
- Myślę, że wcale nie jest pan wszędzie i nigdzie, gdy mówimy o czasie – staruszek wstrzymał oddech. – Myślę… – chłopiec zawahał się po raz kolejny - że to pan jest czasem – dokończył na wydechu.
Zapadła głucha cisza, tak głęboka, że niedoświadczeni pływacy bez przeszkód mogliby się w niej utopić. Po chwili jednak starzec wybuchnął gromkim śmiechem. Śmiał się i śmiał bez opamiętania. Gdy w końcu był już w stanie zabrać głos znowu spojrzał chłopcu w oczy, a ten z kolei dostrzegł pewną zmianę – mgła, która zakrywała postać starca zaczynała powoli znikać.
- Zadziwiające! – wykrzyknął wciąż śmiejąc się pod nosem. – Cudowne i niesamowite! Niech zginą w przedsionkach ci, którzy uważają, że umysł dziecka nie jest piękny! Biada im, oj, biada, bowiem nie wiedzą, jaki wielki błąd popełniają! Mój drogi, niech mnie diabli, masz rację – dodał już normalnym tonem, obdarzając chłopca łaskawym uśmiechem dziadka, który właśnie pokazał wnuczkowi jak bawić się jego pierwszą w życiu elektryczną kolejką. – Ale masz rację tylko połowicznie. Nie okłamałem cię w żaden sposób. Czy czas nie jest wszędzie i nigdzie zarazem? – zapytał uprzejmie chłopca.
- Tak… ale pan powiedział…
- To tylko gra słów, mój mały – przerwał mu starzec. – Gra, w której łatwo jest się zgubić. Widzisz, czas jest, dosłownie, wszędzie i nigdzie. Czy możesz go dotknąć, zobaczyć?
- Przecież pana widzę – zaprotestował chłopiec.
- Trafna uwaga – zauważył starzec, po raz kolejny wielce rozbawiony. – Znowu punkt dla ciebie, ale widzisz, nie każdy może zobaczyć czas, podobnie, jak nie każdy może trafić na dno duszy – spojrzał na chłopca znad uniesionych brwi, wciąż z uśmiechem na ustach, który zdawał się być już przyklejony na stałe do twarzy starca, którą widział wyraźniej z każdą chwilą. – O, nie ma co się dąsać – cmoknął z niesmakiem, widząc naburmuszoną twarz nie bardzo przekonanego chłopca. – Ale wracając… jak już wspólnie ustaliliśmy, czasu nie można dotknąć, zobaczyć, ani poczuć jego obecności w żaden fizyczny sposób, a jednak… - starzec rozłożył szeroko ręce – czas istnieje, jest wszędzie dookoła nas i w dodatku na domiar często daje o sobie znać.
- To pan daje na domiar często o sobie znać. Nie raz spóźniłem się przez pana na autobus.
- Ach, tak, oczywiście znowu masz rację – chłopiec nie mógł wyzbyć się wrażenia, że staruszek celowo sprowokował go do wypowiedzenia tej uwagi. – Wybacz mi.
- Ale… tutaj… jakoś to nie działa. Tutaj… mogę pana zobaczyć, mogę nawet z panem porozmawiać. Tutaj pan… nie biegnie, tylko… siedzi pan przede mną.
Starzec wpatrywał się w chłopca jak w ósmy cud świata, zupełnie w ten sam sposób w jaki wpatrywał się w niego, gdy ten nawrzeszczał na niego w przypływie irytacji i zniecierpliwienia.
- Młodzieńcze, było wielu, którzy chcieli przechytrzyć czas, zatrzymać go. I pewnie wielu będzie jeszcze próbować, na Boga! – roześmiał się. – Nikomu to się jednak nie udało. Nikt nie jest w stanie zatrzymać czasu. Każdy głupi ci to powie. Tylko mądrzy uważają, że jest inaczej, ale przecież ludzką rzeczą jest błądzić – i skrzywił się lekko, jakby chciał powiedzieć co sądzi o ludziach z dużym nadmiarem ilorazu inteligencji i ilorazu głupoty zarazem. – Chodzi mi o to, że mimo tego wszystkiego, nikt nigdy nie powiedział, że czas sam nie może zdecydować, kiedy się zatrzymać – dodał przeciągając i pieszcząc każde słowo z osobna.
- Czyli… - chłopiec nie był pewny czy dobrze go zrozumiał. – Czyli to znaczy, że tutaj naprawdę pan nie biegnie?
- Oj, myślałem, że tą kwestię mamy już wyjaśnioną – starzec zacmokał z niesmakiem wskazując swoje kolana umiejscowione na ziemi. – Ale wiem o co ci chodzi, mój mały. Tak, to znaczy dokładnie to. Zauważ, że odkąd tu jesteś nie postarzałeś się ani sekundę.
- Ale… przecież jesteśmy tutaj tylko chwilę… - chłopiec pomyślał przez moment. – Może kilka…
- Godzin? – wpadł mu w słowo starzec. – A może minut? A być może dni, tygodni, miesięcy? – zapytał dobitnie, najwyraźniej bardzo z siebie zadowolony. – Myślisz, że stać byłoby mnie na taką, no właśnie – zaśmiał się krótko – stratę czasu?
Chłopiec nic mu na to nie odpowiedział. Postanowił, że nie będzie już się odzywał niepotrzebnie, bo w tej sytuacji, każda jego odpowiedź może być niechybnie wykorzystana przeciwko niemu.
- Widzisz – ciągnął dalej starzec, najwyraźniej żadnej odpowiedzi nie oczekując – to, że tutaj nie mijam, to nie znaczy, że tak jest gdzie indziej – zerknął na chłopca, jakby sprawdzając czy ten rozumie jego słowa. - Właśnie po to była nam pierwsza lekcja zatytułowana – wszędzie i nigdzie.
Chłopiec słuchał uważnie tego, co mówi Czas z niekłamany zainteresowaniem, ale nie dał po sobie tego poznać. Siląc się na obojętność wreszcie zadał pytanie, które ułożył sobie już wcześniej:
- W takim razie, to oznacza, że poza tym miejscem czas, to znaczy ty biegniesz normalnie, tak?
- Bez dwóch zdań – Czas wciąż wpatrywał się w chłopca z niekłamanym zachwytem.
- I nie mogę wiedzieć ile ciebie upłynęło na zewnątrz od momentu, w którym się tu znalazłem? – zaryzykował chłopiec.
- Niestety, tajemnica zawodowa – a gdy zobaczył uniesione ze zdziwienia brwi chłopca, szybko dodał z rozbawieniem – No co? Każdy musi mieć jakąś etykę pracy, prawda?
- Bez dwóch zdań – przytaknął chłopiec, naśladując mentorski ton Czasu, co jednak niezbyt zgrabnie mu wyszło i spowodowało tylko pojawienie się jeszcze większej liczby tańczących wesoło ogników w oczach starca, które wreszcie mógł dostrzec, bo mgła opadła już z nich całkowicie. Były dziwnego koloru, ni to szarego, ni niebieskiego, a w czerni ich źrenic majaczyły dziwne kształty, tak jakby… wskazówki. Chłopiec już miał się o to zapytać, ale, nie po raz pierwszy już zresztą, starzec jakby czytał w jego myślach:
- Nie pytaj – machnął zrezygnowany ręką. – To największa porażka ludzkości. Kto to w ogóle wymyślił? Wyobraź sobie, że ludzie kojarzą cię z jakąś okrągłą tarczą i dwoma śmiesznymi wskazówkami, które nic, tylko się kręcą. I na Boga, jeszcze to tykanie! – żachnął się rozżalony. – Ledwo myśli mogę do kupy zebrać. Istny obłęd!
Chłopiec z trudem powstrzymał się od parsknięcia śmiechem na ten wywód o zegarze, szczególnie widząc prawdziwe oburzenie na samą wzmiankę o nim w oczach Czasu, postanowił więc, że zgrabnie ominie ten temat.
- Ale, co w takim razie tutaj robisz? – zapytał i dodał po chwili, jakby chciał, żeby Czas dobrze go zrozumiał – To znaczy, chodzi mi o to, że nie bardzo rozumiem, co czas, co ty – poprawił się - możesz robić w takim miejscu jak to.
- A jak tobie się wydaje, mój mały druhu? – chłopiec gotów był uwierzyć, że świdrujące spojrzenie jego zegarowych oczu mogłoby mu bez trudu wywiercić dziurę w czaszce. Czuł, że powoli, małymi kroczkami zbliżają się do sedna sprawy. Mimo wszystko chłopiec postanowił nie rzucać jeszcze wszystkich kart, które miał w zanadrzu na stół. Mimo tego, że był wciąż tylko chłopcem, miał przecież swój rozum.
- Myślę, że to, co mi się wydaje mogłoby zapełnić niejedną książkę, ale specjalnie nie ma to znaczenia – i przybrał maskę, która, miał nadzieję, wyrażała uprzejme oczekiwanie.
- A ja myślę, że byłaby to niezwykle ciekawa lektura – starzec mrugnął do niego. – To, co sądzisz o tym wszystkim ma dla mnie wielkie znaczenie i – zawahał się przez chwilę – dla ciebie również powinno.
Chłopiec spojrzał po raz kolejny na twarz Czasu i dopiero teraz zobaczył ją w pełnej krasie i okazałości. Jego siwe włosy były niczym sztorm na morzu, wielkie fale kosmyków sięgających mu aż do pasa były powykręcane we wszystkich możliwych kierunkach, broda, która podzielała ich los była tak gęsta, że można byłoby się nią przykryć jak kocem, poszukując ciepła w chłodne dni. Żal było tylko chłopcu patrzeć na tą zapadniętą, białą jak wosk skórę pokrytą zmarszczkami, przypominającą bardziej korę starego drzewa niż ludzką twarz. Jedyne, w czym wciąż tliło się życie, były jego oczy, jakby zostało ono zamknięte w tych dwóch kryształowych kulach, pozostawiając na łaskę starości całą resztę.
Przez chwilę nie mógł oderwać wzroku od tej twarzy, która tylko jemu i tylko wtedy mogła wydawać się piękna. Twarzy, w której zamknięte były dzieje wszystkich pokoleń ludzi, wszystkich istot od momentu… no właśnie, od jakiego momentu? Sam chłopiec na pewno również zastanowiłby się nad tym pytaniem, gdyby nie był tak zachwycony tym widokiem i przy okazji nie miał akurat innych rzeczy na głowie w tej chwili. Jakże piękna wydała mu się wtedy starość. Ten przywilej doczekania w spokoju kresu swoich dni. Przywilej wypełnienia w pełni swojego losu. W tym właśnie momencie zapragnął tego najbardziej na świecie i od razu uświadomił sobie, że jest przecież dopiero chłopcem, że wciąż całe życie przed nim i gdy tylko ta myśl spenetrowała najgłębsze korytarze jego mózgu, poczuł dziwne mrowienie w palcach, później w rękach i nogach, a nastepnie na całym ciele. Przerażony tym niespodziewanym obrotem spraw spojrzał na Czas, jakby szukając ratunku, lecz on tylko stał i przypatrywał się tej całej sytuacji z lekko zauważalnym uśmiechem triumfu. Chłopiec nie wiedząc, co ma zrobić zamknął odruchowo oczy i zasłonił twarz rękami, jakby broniąc się przed wielką falą gorąca, bijącą z nieznanego mu źródła. Wstał z ziemi, kompletnie nieświadomy tego, co robi, wciąż przykrywając twarz dłońmi. Po chwili jednak wszystko minęło, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.
Zdezorientowany chłopiec otworzył lekko oczy, spojrzał na swoje ręce i natychmiast po tym wydał z siebie zduszony okrzyk. Cóż, jedno mógł stwierdzić z całą pewnością – to nie na swoje ręce patrzył, a jednak…
Przejechał delikatnie wzrokiem po wierzchu dłoni, nastepnie wzrok zaprowadził go do nadgarstka i dalej. Nie było śladu po jego drobniutkich, wiotkich rączkach. Wszystko było większe, bardziej umięśnione. Spojrzał w dół i zachwiał się, jakby miał lęk wysokości, bo ziemia, po której zazwyczaj stapał nagle oddaliła się od niego niebezpiecznie, jakby w ucieczce przed czymś strasznym, napływającym z czarnej otchłani nieba. Trochę mu zajęło przystosowanie się do nowej perspektywy. W między czasie oddał się dalszym oględzinom, które dały mu zadziwiający obraz jego ciała. Po kilku minutach wiedział – nie był już chłopcem, był mężczyzną.
Spojrzał ponownie na Czas, który na widok stojącego niepewnie chłopca-mężczyzny również podniósł się z ziemi i wtedy wszystko zrozumiał. Zrozumiał dlaczego tu trafił. Dlaczego akurat tutaj, na dno ludzkiej duszy. W miejsce, gdzie swój koniec znajdują wszystkie rzeczy, które dawniej do niej należały. Trafił tu, bo najpierw musiał zrozumieć. Nagle wszystko wydało mu się dziwnie klarowne i jasne. Musiał najpierw przestać chcieć być chłopcem, żeby naprawdę przestać nim być. Zdał sobie sprawę, że żeby iść naprzód, musiał tego zapragnąć z całego serca. Zobaczyć swój cel i dążyć ku niemu.
Znowu odruchowo spojrzał Czasowi w oczu, tym razem jednak, jakby szukając potwierdzenia dla swoich myśli, by od razu się zreflektować, że przecież nikt nie może ich znać poza nim, lecz Czas, jak zwykle, lubił zaskakiwać i po raz kolejny to czyniąc, kiwnął lekko głową. Przez chwilę próbował pozbierać myśli do kupy, nareszcie w pełni rozumiejąc problemy jakie miał Czas, a przecież on, już-nie-chłopiec nie musiał się do tego zmagać z wiecznie trwającym tykaniem, na Boga!
- Tak więc, to wszystko było po to?
Czas po raz kolejny skinął głową.
- Ludzie, to dziwne istoty – zaczął starzec jeszcze nie znanym mu do tej pory tonem. - Obserwuję was całe swoje życie i pogodziłem się z tym, że już chyba nigdy nie zrozumiem waszego postepowania – zatrzymał się na chwilę, jakby szukając odpowiednich słów. – Niektóre rzeczy doceniacie dopiero wtedy, gdy prawdziwie je utracicie. Tacy już jesteście. Musiałem pokazać ci to, co mogłeś utracić, gdybyś chciał pozostać na zawsze tylko chłopcem, a ty musiałeś to zobaczyć i nie zawiodłeś mnie, mój drogi! – i cały się rozpromienił. – Po cichu trzymałem za ciebie kciuki, ale nie mogłem nic zrobić. Mówiłem już, że cię polubiłem, prawda? A teraz, cóż… - spojrzał przez ramię w ciemną, a raczej już nie-ciemną dal tuż za nim. Teraz za jego plecami malowała się biała dziura, która powiększała się z każdą chwilą, aż w końcu przybrała kształt drzwi. Biała cienka linia rozchodziła się od ich podnóża na całą szerokość horyzontu.
- Czy to…?
- Tak.
Zawahał się.
- Mogę?
- Musisz.
Z lekko dygoczącymi nogami ruszył w stronę światła życia. Minął Czas bez słowa, rzucając mu tylko krótkie spojrzenie na pożegnanie. Gdy stanął przed drzwiami zatrzymał się na chwilę i odwrócił. Mimo wszystko chciał Czasowi jakoś podziękować, lecz gdy spojrzał w miejsce, gdzie zostawił go bez słowa, Czasu już nie było. Strapiony odwrócił się do drzwi i już miał przez nie przejść, gdy nagle poczuł, że ktoś chwyta go za rękę. Zaskoczony odwrócił się ponownie. Nie zobaczył już starca z włosami do pasa i imponującą brodą. Nie zobaczył chudej, zapadającej się twarzy. Zobaczył tylko oczy, te same oczy ze wskazówkami, które teraz zdobiły twarz małego chłopca.
- Idziesz ze mną?
- A myślałeś, że cię tak zostawię? - usłyszał rozbawiony, znajomy głos gdzieś wewnątrz swojej głowy. - Przecież ktoś musi przypominać ci wciąż o tym, co straciłeś, zyskując przyszłość, prawda? – Mężczyzna spojrzał pytająco na chłopca. – A ten uroczy maluch, mój drogi przyjacielu, to twój siostrzeniec.
Ukląkł przed nim i spojrzał na jego twarz, a nastepnie wytarmosił delikatnie chłopca za jego drobniutki nosek.
- Jest niesamowity.
- Tak, to prawda – głos wciąż zdawał się wybrzmiewać z wnętrza jego czaszki. – To twoja wielka nagroda i moja mała, słodka zemsta.
Po tych słowach mężczyzna wyprostował się, spojrzał na drzwi, od których biło światło życia i uśmiechnął się sam do siebie.
- Mimo wszystko, dziękuję ci – ale nie usłyszał już żadnej odpowiedzi. - No, cóż – spojrzał z góry na chłopca, który odwzajemnił spojrzenie z malującą się na twarzy ciekawością. - To ruszamy – i zniknęli trzymając się za racę, pochłonięci przez nieprzeniknioną biel.

PS. I to tyle. Do widzenia państwu, I hope you enjoy the show. Od teraz tylko: [link]

Devious Info

  • Current Residence: Bialy Bor, Poland
  • Interests: singing, drawing, photography, writing and whatever
  • Favourite movie: Once, Down With Love, What Women Want
  • Favourite genre of music: Jazz

deviantART Community Board

[x]

Comments


:icondemonmathiel:
Thank you for the :+fav: :fuzzydemon:

--
"Nie ma tak dobrze, rrrrobaczku..."
:icondanny1807:
You're welcome. ^^
:iconaniutkaa:
Dziękuję pięknie :sun:

--
:star: My gallery: [link] . All your comments and :+fav:s are more than welcome :star:
:icondanny1807:
A proszę nie mniej pięknie. ^^
:iconanorganix:
Thanx for the fave' man!
========================
=ARS AMANDI..!=

Site Map